St. Pauls Developments Polska
2009-07-11

Polskie horrory. Będzie śmiesznie

Jakub Wiewiórski

Na Księżym Młynie zaczyna działalność czwarte już w Łodzi kino plenerowe. Będzie emitować horrory, westerny i filmy science-fiction zrealizowane w Polsce


- To rozdziały mało znane szerokiej publiczności - mówi Piotr Kardas z kina Charlie. - A te heroiczne próby stworzenia polskiego odpowiednika wytworu amerykańskiej popkultury, jakim było "kino gatunków", są warte pokazania. Choćby jako odtrutka na mainstream polskiej kinematografii.
 

Na początek przewidziano projekcje horrorów, gatunku, za który rodzimi filmowcy brali się niechętnie. Podjęto dwie próby przed wojną - "Kochanka Szamoty" i "Syn szatana" - ale już w PRL-u na pierwsze podejścia do tematu trzeba było czekać do 1965 r. Efektem była bardziej zabawna niż strasząca telewizyjna seria "Opowieści niezwykłe" Janusza Majewskiego. Początek lat 70. przyniósł "horrory z ambicjami", czyli "Lokis" Janusza Majewskiego i "Diabła" Andrzeja Żuławskiego. - Gdy pisałem monografię polskiego horroru, Andrzej Żuławski nie zgodził się na wywiad, twierdząc, że jego film absolutnie nie należy do tego gatunku - opowiada Paweł J. Rodan, autor książki "Polski horror, czyli o filmie grozy słów kilka". I dodaje: - Polscy twórcy wstydzili się kręcić horrory równie mocno, co nazywać to, co nakręcili horrorami.

Pierwszy horror, którego twórca nie wstydził się tego słowa, premierę miał w 1982 r. To "Wilczyca" Marka Piestraka. - Do kin poszły dwa miliony widzów, a w czeskiej Pradze ustawiały się kolejki - przypominał niedawno reżyser w rozmowie z "Gazetą".

Ale to też jeden z tytułów najczęściej wymienianych, gdy mowa o najgorszych dokonaniach rodzimej kinematografii. Rodan: - To przez nieprawdopodobieństwa w strukturze świata, narracji i budowie postaci.

Równie złą opinię ma "Łza księcia ciemności", która nigdy nie trafiła do dystrybucji. Nawet sam Piestrak mówi, że lepiej spuścić na nią zasłonę milczenia.

- Ale nie można powiedzieć, że w każdym przypadku wyrażenia "polski horror" i "kicz" to synonimy - mówi Rodan. Jako warte uwagi filmy wymienia "Medium" Jacka Koprowicza z akcją osadzoną w latach 30. XX wieku oraz nawiązujący do "Lśnienia" Kubricka wysmakowany plastycznie, a zatrzymany przez cenzurę, "Labirynt" Andrzeja Stefana Kałuszko, którego akcja toczy się w Pałacu Kultury, czy nawet "Powrót wilczycy" Marka Piestraka.

Filmy będzie można oglądać w kinie Charlie i pod gołym niebem - na dziedzińcu przed wejściem do biurowca Textorial Park. Tam stanie coś na kształt amfiteatru, w którym znajdzie się miejsce dla 150 widzów. Sądząc z powodzenia "najgorszych filmów świata" prezentowanych w małej literze czy podobnych przeglądów filmowego kiczu w Polsce, nie powinno być kłopotów z frekwencją. Wstęp wolny.
 

powrót