St. Pauls Developments Polska
2009-07-28

Komary kultury nie lubią

Marta Pietrasik

Łodzianie polubili kino pod chmurką. Sprawdziliśmy, jak ogląda się filmy w plenerze.

Wycieczkę po plenerowych kinach zaczęłam od "polówki" w parku Poniatowskiego. Parkowy amfiteatr zamienia się w środy w wielkie piknikowe pole. Z kolorowych koców dobiegało chrupanie chipsów i charakterystyczny dżwięk otwieranych puszek z piwem. Część widzów zabrała ze sobą psy, które razem z właścicielami w skupieniu oglądały "Scoop. Gorący temat" Woody'ego Allena. Niedaleko, na placu zabaw, bawiły się dzieci, z zaciekawieniem obserwując widzów. Miłej atmosfery nie byli w stanie zepsuć nawet kibole w dresach, ktorzy przeszli przez amfiteatr, krzycząc na przemian ciepłe i mniej ciepłe słowa na temat klubów sportowych. Szum drzew, zapach trawy i świerszcze w tle zahipnotyzowały publiczność. Jedynym minusem wieczoru były... komary, które gryzły niemiłosiernie.

Doświadczenie uczy, więc na następny film - do Textorial Parku na Księżym Młynie - wybrałam się w sobotę już zabezpieczona w środki owadobójcze. Niestety, gdy tam dotarłam, operatorzy w potokach deszczu zwijali ekran. I na "Legendzie" przestraszyć się nie miałam okazji.

W ostanią sobotę z parasolem w ręku po raz drugi poszłam do Textorial Parku na polski horror. To plenerowe kino jest bardzo kameralne: drewniane krzesełka z wygodnymi skórzanymi siedziskami rozstawiane są na starej kamiennej kostce. Z jednej strony fabryka, z drugiej - cicha uliczka; w oddali park. Miejsce oczarowuje stylem charakterystycznym dla starej fabrycznej Łodzi. Trafny jest również repertuar: cykl "Kino gatunków Made in PL" wychodzi poza oscarowe hity wyświetlane na innych "polówkach", prezentując na razie polskie horrory. Ostatnio całkiem współczesną "Hienę" Grzegorza Lewandowskiego. Na ekranie śląskie krajobrazy, na żywo łódzka architektura. Strzał w dziesiątkę!

(...) Kino w plenerze stało się bardzo modnym sposobem na spędzanie wolnego czasu. Zainteresowanych przybywa. W ubiegłe wakacje Łódź miała tylko dwie "polówki". Teraz jest ich aż pięć.

powrót