ŁÓDZKI TECHNOPARK
2008-11-06

Gorące źródła w Łodzi. Kto wie...

Joanna Blewąska

Wrocławianin, pasjonat geotermii, cztery ostatnie lata spędził w Islandii. Dziś zaczyna nowe życie w Łodzi.
Przemysław W. Czyżewski ma 29 lat. W Polsce skończył studia i jako inżynier-konstuktor wyjechał do Islandii. Interesował się geotermią, projektował elektrownie wodne. Na wyspie miał pole do popisu.
Szybko znalazł pracę w dużej firmie VST-Rafteikning HF. To jedna z najbardziej znanych światowych marek, która zajmuje się projektowaniem sieci elektroenergetycznych, tworzy i ocenia opłacalność elektrowni wodnych i geotermalnych. Uczestniczyła przy budowie bardzo popularnego nie tylko na Islandii kąpieliska Błękitna Laguna. Kompleks odwiedzany jest co roku przez 100 tys. turystów, a zasilają go źródła geotermalne.
VST-Rafteikning była zainteresowana otworzeniem oddziału w Europie Środkowej. Czyżewski zaproponował Polskę. Chciał tu wrócić i pracować na swoim. - W Islandii byłem częścią zespołu. Teraz mam szansę kierować oddziałem - mówi.
Decyzja nie zapadła z dnia na dzień, ale szefowie VST-Rafteikning HF przyznali, że Polska, szczególnie centralna, to dobre miejsce. Są tu źródła geotermalne, a w Bełchatowie jest wielka kopalnia i elektrownia. - A dzięki położeniu Łodzi w środku kraju, łatwo stąd kierować biznesem - dodaje Przemysław, który po czterech latach mieszkania w Islandii wrócił do Polski. W Łodzi ma już swoje biuro, wynajmuje je od łódzkiego Technoparku przy ul. Dubois. W pierwszej kolejności zajmie się oceną opłacalności projektów inwestycji w odnawialne źródła energii.
Jest szansa na geotermalne kąpielisko w okolicach Łodzi? - Kto wie... - mówi Przemysław.
Zdradza, że są w Łódzkiem gminy zainteresowane wierceniami i wykorzystaniem gorącej wody z głębi ziemi. Już zrobił to Uniejów, w jego ślady chcą pójść inni. - Choć za wcześnie jeszcze zdradzać, kto - mówi.
Cieszy się z powrotu do kraju choć zapewnia, że nie miało to nic wspólnego z kryzysem na tej do niedawna rajskiej wyspie. Gdy firma zaczęła planować otwarcie oddziału w Polsce rok temu, korona islandzka miała wtedy najwyższą wartość w swojej historii. - Owszem, kryzys na pewno odczuli ci, którzy mają kredyty. Podrożała też żywność - opowiada Czyżewski. - Ale gdy śledziłem polskie media, miałem wrażenie, że podawane informacje są przesadzone. Tam ludzie żyją normalnie, tak jak wcześniej.
Nie zauważa też masowych powrotów Polaków z Islandii (szacuje się, ze naszych rodaków jest tam 5 - 7 tys., jesteśmy najliczniejszą mniejszością narodową na wyspie). - Oczywiście wracają, ale głównie pracownicy sezonowi - mówi. - Ci, którzy wyjechali z myślą o pozostaniu tam na stałe, raczej nie zmieniają planów.

powrót