ŁÓDZKI TECHNOPARK
2007-10-15

Co rośnie w technoparkach

Piotr Anuszczyk

Łódzki Park Naukowo – Technologiczny dopiero rozpoczyna swoją działalność. Na razie gotowy jest inkubator przedsiębiorczości. To miejsce stworzone z myślą o ludziach, którzy mają świetne pomysły, ale nie wiedzą, jak je sprzedać. W inkubatorze dowiedzą się, jak założyć własną firmę, dostaną własne biuro za symboliczny czynsz.
Pytanie tylko, czy to wszystko ma sens. Bo niby dlaczego podatnicy mają fundować cieplarniane warunki firmom, które być może nigdy niczego sensownego nie stworzą? Czy warto dawać wyposażone biuro studentowi, który co prawda twierdzi, że wie, jak zmontować perpetuum mobile, ale nie bardzo radzi sobie z księgowością. Okazuje się, że tak, a najłatwiej sprawdzić to obserwując starsze od łódzkiego technoparki. Na świecie takie instytucje istnieją już od lat. W 2004 roku za najlepszy technopark uznano „Incubatore di impresje innovative del Politechnico di Torino” (w skrócie I3P). Nazwa może nieco zbyt długa, ale i osiągnięcia Włochów są niemałe. Gdy w 1999 r. Turynie zakładano technopark, swoje miejsce znalazły w nim ledwie cztery firmy, al. Niecałe 10 lat później było ich niemal 90.
– Nasz inkubator opuściły już 43 firmy, które świetnie sobie radzą na rynku. To przedsiębiorstwa głównie z branży telekomunikacyjnej i IT – mówi Federico Sarti, przedstawiciel turyńskiego I3P. – Najpierw każda z nich przez dwa, trzy lata mogła korzystać z niskiego czynszu za powierzchnię biurową. Główną zaletą była jednak bliskość politechniki, czyli kadry i laboratoriów. Aby nie było żadnych nieporozumień w sprawie praw autorskich, stworzyliśmy wspólnie uczelnią przejrzysty regulamin. Najczęściej jest więc tak, że politechnika pomaga w przeprowadzeniu prac badawczych w zamian za udziały w firmie.
Nie wszystkie firmy odnoszą spektakularny sukces. W Turynie cztery firmy nie rozwinęły skrzydeł i splajtowały. – Każda z nich upadała nie dlatego, że miała zły pomysł czy biznesplan, ale z powodu kłótni między wspólnikami – komentuje Sarti.
Wśród europejskich technoparków warto też podpatrywać fiński Oulu. – To gigant, w którym działa ponad 1000 firm. Co więcej, jako jedyny technopark wszedł na giełdę – mówi Janusz Marszalec z firmy Innovatch Consulting. Finowie nie dają jednak bynajmniej największych zniżek, a wręcz przeciwnie , od razu proponują wysokie rynkowe, stawki wynajmu. Czym więc przyciągają przedsiębiorców? – Bardzo ścisłą współpracą z uczelniami i bogatymi usługami finansowo – doradczymi. Poza tym liczą się też szczegóły, np. w dużym biurowcu zadbano o wspólną stołówkę. Efekt był taki, że firmy z różnych pięter od razu zaczęły wymieniać się pomysłami w współpracować – mówi Marszalec.
Łódzki technopark ma się więc na kim wzorować. Bardzo wiele będzie zależało od tego, czy w Łodzi uda się poza budynkami zaoferować firmom atrakcyjne modele współpracy z wyższymi uczelniami oraz dodatkowe usługi, jak np. obsługa prawna, patentowa czy księgowa.
Zaletą parków technologicznych jest również to, że prawdopodobnie to one mogą w przyszłości przejąć rolę specjalnych stref ekonomicznych. Te ostatnie mogą dawać przedsiębiorcom ulgi jeszze tylko przez 10 lat. Tymczasem parki są dopiero u progu rozwoju i co ważne dla małych i średnich przedsiębiorstw nie wymagają na wejściu stworzenia dużej liczby miejsc pracy czy zainwestowania 100 000 tys. euro.
Okazją do spotkania z przedstawicielami zagranicznych technoparków była międzynarodowa konferencja zorganizowana w Łodzi przez: Łódzki Technopark, Instytut Nowych Technologii oraz Politechnikę Łódzką.
 

powrót