
Anioł daje milion
Oto historia młodego małżeństwa, które postanowiło wziąć sprawy w swoje ręce. Otworzyli firmę i w zaledwie trzy lata odnieśli sukces. Wyszli z garażu, poszli wprost do Anioła Biznesu.
Rozdział I: Pasje Grzegorza
Monika Kordyl tak mówi o mężu: To twórca, który ma tysiąc pomysłów. Wszystko by usprawniał. Powiedział kiedyś do żony "Po co masz wstawać, by zasłaniać rolety. Zrobię pilota w ścianie przy łóżku". To tylko jedno z wielu domowych usprawnień. Jest też grill z automatycznie opuszczanym i podnoszonym rusztem czy ogrzewanie domu z wykorzystaniem przerobionej pompy, która pobiera ciepło z wody ze studni.
Monika i Grzegorz poznali się 10 lat temu. Pracowali w firmie medycznej. Ona panna, on kawaler, a trzydziestka tuż, tuż. Sprawę w swoje ręce wzięła właścicielka firmy. - Po prostu nas zeswatała - uśmiechają się.
Grzegorz z zachwytem spoglądał na Monikę, ale zauroczenie nie przeszkadzało mu w skupieniu pracować nad nowym projektem. Firma kupiła właśnie licencję na urządzenie do chodzenia dla niepełnosprawnych. Wymyślili je naukowcy Politechniki Warszawskiej. - Spółka, w której pracowaliśmy, chciała je wyprodukować - opowiadają. Okazało się to jednak niemożliwe, bo trudno było o potrzebną technologię. Grzegorz zaczął projekt zmieniać, na tyle, że właściwie stworzył go od nowa. - Ty masz pomysły. A ja, pracując przez kilka lat jako dyrektor zarządzający, jestem w stanie poprowadzić firmę. Weźmy sprawy w swoje ręce - powiedziała pewnego dnia Monika. Zaczęli myśleć o własnym biznesie. Był 2006 rok.
Rozdział II: Pomyślał, "coś przygotuję"
Monika i Grzegorz mieszkali (i do dziś mieszkają) w domku rodziców w Bedoniu. Właśnie tam, w garażu, ma początki Liw-Projekt. Na dwie zimy wystawili z niego samochód, wynieśli ogrodowe narzędzia. Grzegorz garaż oświetlił i wybudował toaletę. - Gdy jest pomysł, szkoda odchodzić od stanowiska pracy - uzasadnia. Pracował wtedy nad fotelikiem dla niepełnosprawnych dzieci. Projektował, budował. Inwestowali w części, a potem w kolejne patenty.
Nie było łatwo. - Żona zawsze mnie motywowała, nawet gdy mówiłem, że mam dość - wspomina Grzegorz. W końcu jednak brakło pieniędzy. - Zaczęliśmy rozmawiać o kredycie hipotecznym. Rozważaliśmy zastawienie domu, jedynej rzeczy, którą mamy. Żona się wystraszyła, ale wtedy ja ją przekonałem, że idziemy w dobrym kierunku - opowiada Grzegorz.
W tym czasie w Łodzi powstawał Technopark, idealne miejsce dla młodych firm z pomysłami. - Byli pełni pasji i zaangażowania - wspomina pierwszą rozmowę Anna Kardasz-Jóźwicka, dyrektorka Łódzkiego Regionalnego Parku Naukowo-Technologicznego. - Jednocześnie sprawiali wrażenie nieco zmęczonych. Opowiadali, że nie mogli brać wcześniej udziału w konkursach. Te organizowane są dla łódzkich firm, a ich zarejestrowana jest w Bedoniu.
Szefowie Technoparku nie mieli jednak wątpliwości. Wynajęli firmie biura, nawiązali kontakt z rzecznikiem praw patentowych. Umożliwili też spotkanie z Aniołami Biznesu - funduszami, które inwestują w młode, rokujące przedsięwzięcia. Dziś LIW-Projekt kończy rozmowy z Angels Seeds Funds, który chce w łódzką spółkę włożyć dużo pieniędzy.
LIW-Projekt seryjnie produkuje dziś dwa typy fotelików dla niepełnosprawnych dzieci. Ich nowatorstwo polega na tym, że utrzymują prawidłowe ułożenie pleców, przez co dziecku łatwiej oddychać, lepsze jest trawienie, łatwo zmieniać pozycje na stojącą i leżącą. Spółka sprzedaje kilkadziesiąt sztuk miesięcznie w całej Polsce.
Nowy pomysł to Cyberwalk - szkielet zakładany na ciało niepełnosprawnego. Umożliwia mu wstawanie, siadanie, a nawet chodzenie. Takie roboty produkuje się już w Japonii, ale - z uwagi na cenę - dla Polaków są nieosiągalne. - Można powiedzieć, ze Cyberwalk powstał przez przypadek - wspomina Grzegorz. - Dostaliśmy zaproszenie na wystawę robotów w Manufakturze. Organizatorzy pytali, czy możemy coś wystawić. Pomyślałem, " coś przygotuję". Szkielet powstał w niewiele ponad miesiąc, a jest już opatentowany.
Rozdział III: Praca, jak na początku
Firma przynosi zyski. - Sprzedajemy coraz więcej, ale każdą złotówkę inwestujemy w rozwój. Nowe patenty, prototypy nowych urządzeń, rozbudowa zakładu. To wszystko kosztuje - mówi Monika.
Ale firma ma wielką szansę, by wypłynąć na szerokie wody. W kończących się negocjacjach z Aniołem Biznesu pada kwota miliona złotych. Za tyle Angels Seeds Funds planuje kupić mniejszościowe udziały w spółce. - To nie oznacza, że nagle staniemy się bogaci, pieniądze pójdą na rozwój firmy - podkreślają.
Na razie ich dzień pracy wygląda tak, jak na samym początku prowadzenia firmy. - A może nawet dziś mamy więcej pracy - zastanawiają się. Zatrudniają jednego pracownika, na przyjęcie większej liczby brakuje pieniędzy. To duże wydatki, na które - jak mówią - jeszcze ich nie stać. Zaczynają więc o siódmej rano, od sprawdzenia poczty, telefonów. Potem montują foteliki: Grzegorz elementy stalowe, Monika tapicerkę. Tak pracują do osiemnastej, a potem znów biorą się za prace biurowe (rachunki, faktury, zamówienia). Często jeżdżą do klinik, gdzie pokazują swe produkty. Wystawiają się też na targach. Z ostatnich w Sosnowcu przywieźli wyróżnienie. To kolejny z wielu tytułów, wcześniej otrzymali m.in. Nagrodę Prezydenta Miasta Łodzi w konkursie na innowacyjny biznes.

