
Jak łódzcy radni życia się uczyli
Czworo łódzkich radnych uczestniczyło w lekcjach z niepełnosprawnymi umysłowo dziećmi. Wyklejali portret babci i dziadka, rysowali kolorowe kreski, a jeden z nich z dużym zaangażowaniem walczył z wizerunkiem ślimaka, który "nie chciał" się przykleić do kartonu
Czworo łódzkich radnych uczestniczyło w lekcjach z niepełnosprawnymi umysłowo dziećmi. Wyklejali portret babci i dziadka, rysowali kolorowe kreski, a jeden z nich z dużym zaangażowaniem walczył ze ślimakiem, który "nie chciał" się przykleić do kartonu
Na niecodzienny pomysł, by radni z różnych opcji politycznych integrowali się z niepełnosprawnymi dziećmi, wpadła Fundacja "Jaś i Małgosia". Od września prowadzi ona pierwszą niepubliczną i bezpłatną szkołę w regionie dla dzieci opóźnionych umysłowo. Cierpią na autyzm, zespół Downa, porażenie mózgowe, zespół Turnera i Taybiego-Rubinsteina. Szkoła stworzyła im wyjątkowe warunki do nauki, zabawy i rehabilitacji. Jej twórcy postanowili pokazać przedstawicielom łódzkiego samorządu, jak wygląda ich życie.
- Pomysł przyszedł nam do głowy, gdy oglądaliśmy w telewizji, czym zajmują się politycy. Okazało się, że wcale nas nie interesuje z kim pokłócił się poseł Kurski i czy Napieralski lubi Olejniczaka - opowiada Tomasz Michałowicz. - Z prawdziwym życiem mamy do czynienia w naszej szkole.
Wprawdzie samorządowcy są bliżej ludzi niż posłowie i ministrowie, ale są bardzo zajęci. Czas im płynie szybko między kolejnymi naradami, politycznymi przepychankami, głosowaniami. - Baliśmy się, że zapomną o dzieciach, które tygodniami ćwiczą zawiązywanie buta, zapamiętywanie literek, a latami uczą się czytać. Że umknie im to, co najważniejsze: miłość, szczęście rodzinne, zdrowie - mówi Michałowicz. - Dlatego zorganizowaliśmy akcję "Szkoła życia" dla radnych.
Spośród 43 samorządowców na apel odpowiedziało pięciu. Czterech będzie przez dwa tygodnie przychodzić na lekcje i pomagać nauczycielom i terapeutom. Są to: Mariusz Bogacz (PiS), Ewa Majchrzak (Lewica), Patrycja Wójcik (PO) i Rafał Reszpondek (PO). Przed pierwszą lekcją przyjechali do szkoły, żeby zapoznać się z dziećmi.
- Zrobiliśmy wtedy z kartonu i pudełek model skrzyżowania. Są w nim zdecydowanie lepsze rozwiązania, niż w naszym mieście - mówi z dumą radny Reszpondek. Teraz z okazji Dnia Dziadka wykleja z plasteliny jego portret, a dzieci tworzą swoje babcie i bukiety origami. - Ręce mi się trzęsą, ale nie odpuszczę - zapowiada radna Wójcik.
W sali obok radna Majchrzak wspólnie z dziećmi uczestniczy w ćwiczeniu, którego celem jest synchronizacja półkul mózgowych. Na kartkach szarego papieru rysują promieniście rozchodzące się kolorowe kreski. - Wbrew pozorom nie jest to łatwe, bo rysować trzeba jednocześnie dwoma rękami - wzdycha radna.
Ale najtrudniejsze zadanie przypadło Mariuszowi Bogaczowi, który wcześniej nigdy nie miał do czynienia z niepełnosprawnymi dziećmi. Postawny radny bardzo przypadł do gustu 16-letniemu Adrianowi. Chłopiec cały czas okazywał mu swoje gorące uczucia ściskając i całując. Na dodatek jego laurka-wyklejanka ze ślimakiem dla babci ciągle nie była gotowa - muszla za nic nie dawała się przykleić do kartonu.
Lekcja trwała w sumie półtorej godziny. W szkole "Jasia i Małgosi" nie ma sztywnych reguł - nauka połączona z zabawą i terapią trwa tyle, ile trzeba do wykonania zadania. Nie ma też stresujących ocen i dzwonka. Radnym wszystko bardzo się podobało. W końcu to oni zdecydowali o przyznaniu budynku Fundacji.
- Jestem pod wrażeniem. To doskonała szkoła - mówiła Ewa Majchrzak. - Było super - wtórowali pozostali.
A Tomasz Michałowicz po cichu przebrał się, założył krawat... i pojechał do sponsora, żeby wyprosić nowe okna.

